wtorek, 23 lipca 2013

Epilog





-Już jesteś Koi? – pyta się starzec.
Spogląda na blondyna zdziwiona  także zdenerwowany. Hikou wchodzi do gabinetu. Kiwa głową.
-Zgodzili się na naszą propozycję.
Tushikage uśmiechnął się zadowolony.
-Wiedziałem, że się zgodzą przecież potrzebne są im pieniądze.  – mówi i nie zwracam uwagi na dziwne zachowanie swego doręczyciela. -Możesz iść.
Odgania go ruchem ręki.
-Jesteś wolny.
Koi nie drga. Podchodzi do starca i zręcznym ruchem łapie go  za gardło. Czarnooki zaklął siłując się z przeciwnikiem.
-Koi, co ty? – mówi. Mężczyzna  przechyla głowę i uśmiecha się. Jego postać faluje, ukazując prawdziwe ciało Zetsu.  Tushikage patrzył przerażony.
-Myślisz, że możesz oszukać Akatsuki?
Jego palce zaciskały się mocniej na szyi staruszka. Siwowłosy próbował się wyrwać, lecz tylko pogarsza sytuację. Wierzgał nogami, patrząc w drzwi. Miał nadzieję, że ktoś przyjdzie. Lecz nikt nie przyszedł. Jego zamglony wzrok zatrzymał się na twarzy członka Akatsuki. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa . Po chwili przestał się ruszać, umarł. Zetsu puścił ciało, po czym zniknął.

*

Zapadła noc. Cichy szum wiatru wypełnił ciszę w pokoju. Spała. Moja klatka piersiowa porusza się rytmicznie. Obudził mnie szmer. Powoli podniosłam głowę, lecz nic nie zauważyłam.  Pokręciłam głową. Już od prawie kilku tygodniu jestem więziona w Kumo i zmuszana do leczenia rannych. Nienawidziłam tego, lecz co mogłam innego zrobić? Nie mogłam uciec za dobrze mnie pilnowali. Ułożyłam głowę na poduszce i patrzyłam w sufit. Zamknęłam oczy i wtedy poczułam jak ktoś z impendem rzuca się na mnie. Nie zdążyłam krzyknąć, gdy przeciwnik podstawił mi pod szyje kunai. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na napastnika. Jej oczy iskrzyły się żółty blaskiem.
-Karui?
Głos ugrzązł mi w gardle. Kobieta patrzyła na mnie z szyderczym uśmiechem. Próbowałam się wyrwać z jej uścisku lecz byłam za słaba.  Cały poprzedni dzień leczyła ranny i zużyła prawie całą chakre.
-Czego chcesz?
-A jak myślisz?
Wiem do czego zmierza. Próbuje ją od tego odciągnąć.
-Co ja ci zrobiłam? – pytam trochę spanikowana.
-Pojawiłaś się.
Zasyczała mi do ucha. Za nim się zorientowałam wbiła mi kunai w brzuch. Jęknęłam i zrzuciłam ją z siebie. Upadła. Podniosłam się, chcąc się uleczyć.  Podniosła się i zamachnęła się meczem. Odskoczyłam, a jej miecz rozciął łóżko na pół. Patrzyłam jak ranna zaklepuje się w powolnym tępię.  Rzucam się do drzwi, lecz ona ubiega mnie i rani mnie w ramię. Syknęłam, przyciskając rękę do rany. Patrzyłam jak czerwono włosa podchodzi do mnie z wyciągniętym mieczem.
-Nie ruszaj się. – mówi i rzuca się na mnie.
Robię unik i potykam się o wazon. Upadam. Odwracam się tylko po to, aby zobaczyć błysk miecza i uśmiechniętą twarz Karui. Zapadła ciemność. Krew roztrysnęła się. Kunoichi z Kumo patrzyła jak ciało Haruno upada.  Uśmiechnęła się.
-Jednej mniej.


*


Pot lał się po mojej twarzy, lecz uparcie kopałem. Kakashi zagonił mnie i Geyko do kopania rowu. Choć nie miałem bladego pojęcia po co? Przestałam i patrzyłem jak płowowłosy próbuje wygrzebać rękoma kamień.  Uśmiechnąłem się. Minęło tyle czasu a my wciąż nie mogliśmy biec na ratunek Sakurze.  Shinobi naszej wioski za dobrze nas pilnowali. Rozejrzałem się po okolicy szukając ławki. Zauważyłem kamień, więc podszedłem i usiadłem. Byłem zmęczony. Moje mięśnie protestowały, jednak nie przejąłem się tym.  Wcale. Czułem wiatr na skórze i przymknąłem oczy. Wyobraziłem sobie, że jest już po wszystkim, ale gdy otworzyłem oczy nic się nie zmieniło. Westchnąłem i spuściłem wzrok. Znieruchomiałem. Na moim kolanie leżał pojedynczy płatane kwiatu wiśni. Ścisnęło mnie w gardle. Ostrożnie podniosłem płatek i przyjrzałem się mu, był różowy i kilkoma czerwonym plamami.
-Sakura.


*


Śmierć Tushikage wywołała kolejne zacięte konflikt. Kraj Wody został oskarżony o podstępne zamordowanie starca a reszta Wiosek im pomagała. Zapanował chaos. Shinobi tępili się nawzajem wierząc  w głosy swych Kage. Nad nimi wszystkimi górowało Akatsuki. Coraz więcej było zwolenników Akastuki. Organizacja zaczęła poszerzać swoją armię. Brat walczył przeciwko bratu. Wojna trwała 3 lata a połowa ninja została wybita. Jedna piata byli do zdrajcy, druga tylko kaleki i nie zdolni do walki. Reszta shinobi, która otwarcie przeciwstawiała się Akatsuki została wybita. Nad pozostałymi rządziło Akatsuki, na którego czele stanął Tobi. Zrealizował swój ukryty plan: Księżycowe Oko. Wszyscy mieszkańcy żyli w świecie  genjutsu.

The End.
To już koniec tej histrioni. Dziękuje wszystkim, którzy czytali i komentowali tego bloga.

środa, 19 czerwca 2013

11. Ugoda

Ból nie ulecza
cierpienie zostaje
każdy przecież wie, że to nie ustaje.




Ciężko dyszał, gdy dobiegł do bram Wioski. Przystanął i zaczął pięściami walić w drewniane wrota. Nie wiedział po co to robi, wystarczyło krzyknąć.
-Kto tam? – usłyszał ochrypły, męski głos.
Zadarł głowę wysoko do góry, dostrzegając zarys ludzkie sylwetki.
-Wpuść mnie! Jestem Geyko  Shashibi! – krzyknął.
Wartownik spojrzał na niego zdziwiony, lecz wydał komendę, aby otworzyć bramę. Płowowłosy się niecierpliwił. Ogromne wrota skrzypnęły cicho. Szarooki cierpliwie czekał, aż otworzą się na tyle, aby mógł wejść. Po chwili ruszył pędem i pognał prosto do namiotu, gdzie urzędował Hokage, zostawiając zdziwionych shinobi za sobą. Nie miał zamiaru nic im tłumaczyć. W oddali zauważył zielonkawy namiot przed, którym stali dwa ninja. Widząc go skinęli głowami, po czym bez przeszkód zanurzył się we wnętrzu namiotu.


*


Znów siedział u Kakashi’ego. Nie miał nic lepszego do roboty chociaż wolałby iść walczyć z obcymi ninja.  Hatake jak zawsze był zajęty wypełnianiem  papierów. Nagle bez uprzedzenia Geyko wszedł do środka. Był zdziwiony widząc go tutaj. Podobno udali się na misję. Zamarł. Jego oczy rozszerzyły się ze strachu a puls gwałtownie przyspieszył. Wstała gwałtownie z krzesła i podszedł do mężczyzny. Nie bacząc na baczne spojrzenie karych tęczówek, złapał Shashibi’ego za bluzkę i spojrzał prosto w oczy.
-Co się stało? – Jego głos lekko drgał.
Bał się. Bał się tego co usłyszy. Płowowłosy zignorował go i odsunął od siebie jak natrętną muchę. Nie podobało mu się to. Bez ociągania podszedł do biurka Hokage i zameldował:
-Sakura została porwana.
W jednej chwili wszystko runęło jak domek z kart. Zagrożenie stało się wyraźne. Blondyn zamilkł. Był oszołomiony a potem i zły. Niemal z rozpaczą spojrzał na swego mentora.
- Kakashi. – szepnął.
Nie wiedział co powiedzieć, o co prosić. Chciał tylko, aby Haruno tu była. ‘Sakura’ - pomyślał.
-Trzeba ją uratować! – krzyknął, przypominając sobie o niej.
Chciał pobiec i wyrwać ją z łapsk wrogów, choćby teraz.
-Naruto!
Wyraźny rozkaz Hatake go zatrzymał. Przystanął i spojrzał na niego przez ramię.
-Uspokój się. – powiedział tylko.
Nie tego się spodziewał. Nie tego chciał. Podszedł do szarowłosego.
-Trzeba ją uratować. – wykrztusił.
Mierzyli się wzrokiem. Uzumaki nie ustępował a karooki wcale. To bez celowe.
-Nie.
Jego odpowiedź zbiła niebieskookiego z tropu. Zamrugał zdziwiony i rozzłoszczony jednocześnie.
-Nie będziesz niczego robił bez mojej wiedzy i nie zgadzam się na to, abyś po nią poszedł. – mówił.
Naruto był zły, że jego mentor zapomniał o różowowłosej. Traktował ją jak zwykłego ninja. A przecież była medic-ninja  i jego dawną uczennicą. Wargi Uzumaki’ego lekko wygięły się ku górze.
-Wystarczyło, że zostałeś Hokage a o wszystkim zapomniałeś. – odparł i bez słowa wyszedł z namiotu.


*


Nie spodziewał się takiej ostrej wymiany zdań. Milczał zatem i nie odzywał się. Gdy tylko Naruto wyszedł, zapytał:
-Czyli mam zebrać ludzi i ruszać? – spytał.
Kakashi spojrzał na niego przeciągle.
-Nie.
Geyko się zdziwił i to bardzo.
-Ale jak to?! Przecież…
Hatake mu przerwał.
-Nie zapominajcie, że Sakura nie jest taka słaba jak się Wam zdaje – Tobie i Naruto. Po za tym nie możemy narażać życia kolejnych shinobi naszego kraju. Zapewne jej nie zabiją, gdyż jest medykiem i to ją ratuje.
-Ale…
Słowa ugrzęzły mu w gardle. Nie wiedział co powiedzieć. Nie przebieg tyle tych kilometrów na darmo, żeby coś takiego usłyszeć.
-A gdzie twój oddział? – spytał szarowłosy, odkładając papiery na bok.
-Zostawiłem ich. Chciałem od razu powiadomić Hokage o porwaniu.
Karooki spojrzał na niego jakby chciał go zabić. Mocno uderzył otwartą dłonią w biurko. Sashibi cicho przełkną ślinę.
-Zostawiłeś swoją grupę tylko po to aby o tym mi powiedzieć? – spytał, jakby tego nie rozumiał?!
Płowowłosy milczał. Mężczyzna cicho westchnął.
-Jesteście obaj w gorącej wodzie kompani. – odparł w końcu Kakashi. – I obaj działacie mi na nerwy. Nie będę tłumaczył ci, że jak kapitan odpowiadasz za swoim ludzi a teraz ich porzuciłeś bo uważałeś, że zrobiłeś dobrze.  Dlatego zdegraduje cię do roli zwykłego ninja a także zabraniam udziału w wszelakich bitwach. Będziesz pomagał przy wzmocnieniu bramy. – mówił i bazgrał coś na kartce.
Szarooki  nie tego się spodziewał. Hokage wręczył mu kartkę, którą przyjął bez słowa i wyszedł z namiotu. Musiał znaleźć Naruto i z nim porozmawiać. Przygryzł lekko wargę.


*

Szedł przed siebie. Był zły na dawnego mentora i za jego słowa. Nie obchodził go los Sakury, wcale. Zacisnął ręce w pięści. Nie chciał bezczynie siedzieć i patrzeć jak zabijają jego przyjaciół. Przystanął, słysząc jak ktoś woła jego imię. Odwrócił się zauważając sylwetkę  Geyko . Przewrócił oczami, po czym szedł dalej.
-Poczekaj!
‘Jeszcze jego brakowało’ – pomyślał. Żwir cicho chrzęścił pod jego stopami.
-Chyba mówiłem, żebyś poczekał!?
-A po co? – spytał, chcąc pozbyć się chłopaka jak najprędzej.
-Chcę porozmawiać. – odparł i rozejrzał się po okolicy. Uzumaki spojrzał na niego krzywo.
- O czym? Że byłeś na tyle słaby, aby pozwolić, żeby zabrali Sakurę?! – warknął. Shashibi spojrzał na niego zły.
-Uważasz, że to moja wina?
-A kogo?
Stali po środku ulicy i mierzyli się wzrokiem. Po chwili płowowłosy odpuścił.
-Słuchaj, nie przyszedłem się kłócić. Tylko porozmawiać. Co zamierzasz zrobić? Uratować Sakurę.
Blondyn patrzył na niewzruszoną twarz szarookiego. Przytaknął skinieniem głowy.
- i zapewne zamierzasz wyruszyć od razu?
Zirytował go, jego ton głosu. A na co ma czekać?
-Tak a co?!
Shinobi pokręcił tylko głową.
-Nie ma mowy, żebyś się wymknął. Zapewne będą Cię pilnować i nie dopuszczą , abyś przekroczył próg bramy.
Naruto naprawdę miał go dość. Nie potrzebne mu żadne kazanie.
-A ty co byś zrobił? – zagrzmiał.
Geyko uśmiechnął się.
- Na pomysł. Moglibyśmy obaj ją odbić. – Uzumaki’emu chciało się śmiać lecz powstrzymał się. – Ale nie teraz. Trzeba było poczekać. – Widząc, że blondyn chce mu przerwać, uciszył go gestem dłoni. – Może za dwa tygodnie albo później. Tak to, żadnemu z nas nie pozwolą zbliżyć się do bramy. A gdy nie będziemy próbować dostać się do Kumo pomyślą, że odpuściliśmy i już dadzą nam spokój i wolną rękę.
Niebieskooki pokiwał lekko głową. Miał rację, jeśli jeszcze kiedyś chcę przekroczyć bramę Wioski musi przestać próbować się wydostać.
-Ok. – przyznał. – Ale beze mnie nie pójdziesz. Zrozumiano?
Płowowłosy kiwnął głową.
-A ty beze mnie?.
Uścisnęli sobie dłonie.



*



Żyłam między jawą a snem. Wszystko mnie bolało. Przed oczami ciągle widziałam twarz Karui, wykrzywioną w grymasie gniewu i frustracji. Czułam jej uderzenia na twarzy  i słyszała jej wredny śmiech. Czasami ktoś do niej przychodził. Czasami widziała jego rozmazaną twarz nad sobą. Wiedziała też, że jakaś kobieta ją dogląda i trzyma wszystkich na dystans.  Mogła się spodziewać, że teraz chcąc ją zabić. Przecież była ich wrogiem. Cicho stęknęła, gdy prawą dłonią wodziła po twarzy. Miała całą głowę zabandażowaną białym bandażem. Czułam odór zeschniętej krwi, potu i strachu. Jej strachu. Bała się. Nie była pewna ile znajduje się w tym wstanie. Dzień, tydzień, miesiąc? Nikt jej nic nie powiedział i nikt zapewne nie powie. Chciała, aby ją zabili. Nie musiała by cierpieć. Jest pewna, że nie jeden raz zazna tego uczucia. Cicho westchnęła, wpatrując się w biały sufit.
-Obudziłaś się? – usłyszała melodyjny głos.
Odwróciła się, napotykając spojrzenie zielonych tęczówek. Zamrugałam lekko. Kobieta podeszła do niej i spojrzała na nią z góry. Zbadała ją pobieżnie.
-Próbowałam Cię uleczyć, jednak mam ograniczone zdolności. Nie masz żadnych złamać, tylko skaleczenia, dość głębokie. Najgorzej z twoją twarzą.
Sakura słuchała jej. Tyle to sama wiedziała. Pielęgniarka patrzyła na nią bez wstrętu. Po prostu zachowywała się jak przystało na medyka.  Blondynka przez chwilę stała w miejscu po czym skierowało się do drzwi.
-Teraz odpocznij.
-Dziękuję. – wychrypiałam.
Kunoichi przystanęła na progu i spojrzała na mnie zaskoczona po czym lekko uśmiechnęła się.
-Nie musisz dziękować.
Wyszła, zastanawiając się czy wszyscy są tacy.

*
Jest rozdział. Trochę nudny, ale może następny będzie lepszy.

piątek, 17 maja 2013

10. Kat

Kluczem do zwycięstwa jest słabość wroga.


           Obezwładnił mnie ból, gdy próbowałam się podnieść. Jęknęłam, upadając na kolana i dławiąc się własną śliną. Cicho dyszałam tym samym przerywając monotonną ciszę. Wpatrywałam się przed siebie, w ciemność, która pochłonęła mnie całą. Czułam obrzydliwy zapach pleśni zmieszany z wonią moczu i potu. W powietrzu unosił się słaby aromat śmierci.

              Czyżby cela? A może miejsce tortur? Mały pokoik, wepchnięty między piętra, skrywając przed światem okrutną tajemnice, posiadający jedną żarówkę, stolik i dwa krzesła.

                Uśmiechnęłam się drwiąco. Jednak żadne z tych mebli nie znajdowało się w pomieszczeniu. Powolnym ruchem oparłam się plecami o brudną, pokrytą pleśnią ścianę, starając się opanować odruch wymiotny. Westchnęłam czując frustrację, upokorzenie i ból. Czy się bałam? Dobre pytanie. Na to pytanie nie znałam odpowiedzi, lecz, gdy przyjdzie czas umrę, i to z uśmiechem na ustach, za swoją Wioskę i przyjaciół. Wtedy nie będę zadawać sobie zbędnych pytań. Po prostu to zrobię. Ciche skrzypnięcie drzwi i niewielki wiaterek, który wpełzł do pomieszczenia, owinął się wokół mnie jak gruby sznur. Ciemna postać wkroczyła do pokoju bezgłośnie stawiając stopy na nierównej posadzce. Powoli podniosłam wzrok, wpatrując się w żółte oczy przeciwnika.
     - Kunoichi z Konohy.

Kobieta wypowiedziała te słowa z odrazą  jakbym była  najohydniejszym gatunkiem robaka, którego miała ochotę zgnieść. Wiedziałam, że to mój wróg i nie miałam, co liczyć na litość.

    - A ty kto? - spytałam hardo, ignorując jej wcześniejszą wypowiedź.

Zamilkła, lekko mrużąc złowrogie ślepia.

                       - Twój oprawca.

                       - Karui nie baw się, nie ma czasu. - przytłumiony głos mężczyzny dotarł do mnie za lekko uchylonych drzwi, przez które padał słaby blask lampy.

Czerwonowłosa prychnęła jak rozjuszony kot.

                  -Zamknij się. - warknęła, całkowicie skupiona na mnie.

                         Czułam jej wzrok ślizgający się po moim ciele. Zastanawiała się, w które miejsce uderzyć i przy którym sprawi mnie więcej cierpienia. Czekała na odpowiedni moment, na moją chwilę słabości. Jednak się nie doczeka, nie dam jej tej satysfakcji, nie ugnę się pod jej spojrzeniem. Niech nie liczy, że będę błagać o litość. Kunoichi lekko przychyliła głowę, oceniając czy nadaje się na jej zabawkę. Uśmiechnęła się, szeroko, ukazując rząd białych zębów. Była cholernie zadowolona tylko nie wiem z czego. Podeszła do mnie szybko, za nim zdążyłam wyciągnąć ręce w obronnym geście. Złapała mnie mocno za włosy i ciągnęła, tym samym wywlekając mnie z kąta.

                - Dlaczego jesteś taka brutalna? – spytał jej towarzysz.

Kobieta nie odpowiedziała, zbyt zajęta przyglądania się moim cierpieniem.

                 - Cicho być i pilnuj.- warknęła
.
Przymknęłam oczy, gdy mdłe światło słoneczne padło na moją twarz.

                 - I co boli? – spytała, szczerze zadowolona z efektu.

Uśmiechnęłam się kpiąco i spojrzała na nią wyzywająco.

               -Tylko tyle potrafisz? Ciągnąć i wyrywać włosy?

              Nie powinnam jej denerwować, lecz nie mogłam się powstrzymać. Powoli na jej twarzy pojawi się okrutny grymas, całkowicie deformując jej twarz. Jej oczy rozszerzyły się, płonąc czystą nienawiścią. Nozdrza lekko się rozchyliły i słyszałam jak ze świstem wpuszcza i wypuszcza powietrze.

                  - Zabiję Cię suko! – krzyknęła.

                       Nie zasłużyłam na taką obelgę z jej strony, tak naprawdę to ona zaczęła. Nawet nie zauważyłam jak jej zaciśnięta pięść trafiła mnie w żołądek. Jęknęłam, wypluwając swoją ślinę pomieszczaną z domieszką krwi. Po czym nastąpił kolejny cios, następny i następny… Moje ciało pulsowało ostrym bólem, który rozchodził się po komórkach mego ciała. Krzyknęłam raz, drugi. Starałam się złapać jej rękę, lecz mocno uderzyła mnie w twarz, całkowicie straciłam kontakt rzeczywistością. Czułam jak bije mnie po twarzy a ciepła ciecz, skapywała po moich policzkach niczym łzy. Upadłam bezgłośnie na posadzkę, a ona dalej mnie okładała pięściami. Już nie jęczałam, nie miałam sił. Świat wirował przed moimi oczami. Widziałam tylko niewyraźny kontur twarzy mego kata.

              -Karui, przestań! – usłyszałam słaby głos mężczyzny.

Czyżbym traciła słuch?

              - Odejdź, Omoi! Ona musi zapłacić! – krzyczała, wyrywając się z jego uścisku.

            Czułam jej palącą nienawiść do mnie. Każda komórka jej ciała pragnęła mnie zabić. Czemu więc mnie nie zabiła?

         -Zostaw ją, nie widzisz! Całą ją zmasakrowałaś, będziemy przez nią mieć kłopoty. – mówił spokojnie, choć ręce lekko mu drżały, patrząc na nieruchome ciało kunoichi, przesiąknięte krwią.

                    - Chodźmy stąd.

                 Ninja chciał wyprowadzić swą przyjaciółkę, które z oporem odwróciła się do mnie plecami. Nagle poczułam dudniące kroki na korytarzu. Ktoś wszedł do pomieszczenia, krzyknął raz, drugi. Zadrżałam, czując przypływ olbrzymiej chakry.

                       - Karui! Omoi! Co się stało?! – spytał, jednak sam się domyślił.

Chciałam wstać i zobaczyć ów osobnika, jednak nie potrafiłam nawet poruszyć małym palcem u ręki.

                   -My..- zaczął mamrotać białowłosy, szukając odpowiedniego usprawiedliwienia ich czynów.

                  -Zrobiłam to co zrobiłam, nie zasłużyła żeby żyć. – warknęłam czerwonowłosa, patrząc na mnie złowrogo.

Shinobi spojrzał na mnie, po czym zwrócił się do swych pobratymców.

             -Raikage nie będzie zadowolony z waszych czynów i chętnie mu o tym powiem.

Nastała cisza, niczym kołysanka tuliła mnie do sny. Przełknęłam ciężko ślinę, czując metaliczny posmak krwi.

               - Shii, przyprowadź medyka.

To były ostatnie słowa jakie usłyszałam, po czym rozpłynęłam się w nicości.

*

Biegł, ledwo dotykając nogami ziemi. Głuchy trzask gałęzi, na którą wpadł.

                    -Szlag! – warknął,  potykając  się o własne nogi.

                       Zachwiał się ale nie upadł. Z zaciętym wyrazem twarzy, podążał nadal przed siebie. Czuł jak jego mięśnie cicho protestują. Głośno dyszał, wpuszczając powietrze ze świstem. Nie zamierzał się zatrzymać choćby na chwilę, wiedział, iż jeśli to zrobi już dalej nie pobiegnie. A przecież liczyła się każda minuta. Był zły na siebie, że ta po prostu dał im zabrać Sakure. Mógł się domyślić, że w lesie grasuje gromadka złowrogich ninja. Zwinnie przeskoczył nad konarem stojącym na ścieżkę. Po czym z gracją wylądował na trawie, kontynuując bieg. Był głupcem. Shinobi z Kumo  dobrze to zaplanowali. Napadli na Wioskę, tylko po to , żeby wywabić ich z bezpiecznej kryjówki.  Aby potem parować Haruno- medyka. Ta myśl uderzyła go ze zdwojoną siłą.

                   - No tak, jakże by inaczej!

                   Olśniło go. Może Wioska w Chmurach miała wysoki wskaźnik zmilitaryzowania, lecz w sprawie medycyny nie posunęli się za daleko. Ba! Chyba jedynymi Wioskami, które posiadały dobrych medyków były właśnie Liść i Piasek.  Choć Sunie było daleko do Konohy to jednak uczyli się właśnie od specjalistów z kraju Ognia. Zaklął. Czemu teraz mu to przyszło na myśl? Teraz, gdy jest za późno. Shinobi z Kumo byli bardziej przebiegli niż sądził.

                      -Teraz tylko dotrzeć do Wioski.

Spojrzał w niebo dostrzegając słońce, które swymi promieniami zalewało krajobraz.

                      -Muszę zdążyć przed zmrokiem. – wyszeptał i przyśpieszył.






*


              - Tylko tyle potrafię zrobić.

             Szczupła blondynka odsunęła się od łóżka, na którym spoczywała, jeszcze żyjąca kunoichi z Konohy. Kobieta ze zmartwioną miną, zerknęła na mężczyznę, który stał na progu niewielkiego pokoju. Przez małe zakratowane okno, wpadało nikłe światło
.
              -Nie mogę nic zrobić. – mówiła, patrząc na nieprzytomną dziewczynę.

Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała. Oddychała choć słabo.

                – Nie potrafię jej pomóc.

                -Po co jej pomagać, nie lepiej ją zabić?

               Słowa Karui przecięły ciszę niczym ostrze miecza. Pielęgniarka gwałtownie zatrzymała się i spojrzała na czerwonowłosą  z wyraźnymi przerażeniem. Zmarszczyła brwi i z niezadowoloną miną podeszła do żółtookiej. Przez chwilę mierzyły się złowrogim spojrzeniem.

              -Nie po to mnie wezwaliście, żeby teraz ją zabić.- odparła.

             Spojrzała ostro na białowłosego - prawą rękę Raikage. Darui westchnął, spuszczając głowę.  Jego białe włosy zasłoniły mu oczy. Lekko odgarnął je z czoła.

            -Nie.

        Wyraźna  odpowiedź dała satysfakcję blondynce. Z wyzywającym uśmiechem spojrzała na czarnoskórą kobietę. Ta ani drgnęła
.
             - Wyzdrowieje? – spytał Shii, wskazując na różowowłosą.

              Medic-ninja patrzyła przez chwilę na aparaturę podłączoną do ciała kunoichi, która podtrzymywała jej funkcję życiowe.

            -Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś tak zmasakrował ludzkie ciało.

Usłyszała perlisty śmiech Karui, zignorowała go i mówiła dalej:

             - Sądzę, że jak wyzdrowieje to sama się uleczy.

Skończyła, wpatrzona w nierówną posadzkę.

            - Dobrze. – przytaknął blondyn, zadowolony z odpowiedzi.

          Osoby znajdujące się w pomieszczeniu w ciszy opuściły to miejsce, pozostawiając pielęgniarkę ze swoimi myślami. Blondynka przymknęła powieki, po czym zerknęła na ciało pokryte białymi bandażami, przez które przesiąkała krew.

           -Ale czy będzie chciała dalej żyć?


*

            Wydał się być zdumiony spoglądając na nierówne sklepienie pomieszczenia, do którego wprowadzili go dwaj członkowie Akatsuki. Był pewien, że znajduje się w jaskini. Przystanął po środku pokoju, rozglądając się wokół. Było ciemno, co tylko uniemożliwiało mu poznanie tego miejsca. Cicho zaklął. Zastanawiał się po co tu w ogóle przyszedł. Miał rozkaz od Tsuhikage jednak…

            Cichy łoskot przesuwanego krzesła wyrwał go z zamyśleń tym samym wywołując gęsią skórkę na jego skórze. Powoli rozejrzał się, napotykając spojrzenie czarnych tęczówek. Spoglądał prosto na gościa odzianego w czarnych płaszcz w czerwone chmurki, na którego twarzy widniała pomarańczowa maska. Uniósł delikatnie brwi patrząc na dziwne, owalne  wyżłobienia na drewnianej masce.

        - Spodziewałem się, że Onoki nie okaże się taki głupcem na jakiego go wszyscy mają. – chłodny rzeczowy głos mężczyzny, sprawił, że Hikou poczuł się mniej pewniej.

        Nawet nie starał się myśleć o tym, skąd zna imię kage. Patrząc na osobnika, zastanawiał się jak może daleko się posunąć w słowach.  Ignorując wcześniejszą wypowiedź Koi rzekł:

        - Pan Tsuhikage ma dla Organizacji  Akatsuki pewną bardzo korzystną ofertę współpracy. – mówił spokojnie, choć lekko drżały mu dłonie.

Nieznajomy milczał. Blondyn miał nadzieję, że go zainteresował.

         -Jaką?

Jedno, krótkie pytanie.

           -W zamian za pomoc z wojnie z pozostałymi Wioskami, Szanowny  Tsuhikage chcę zapłacić około 500 000 jenów.  – zamilkł.

           Zapłata okazała się być właściwa a także zdolna do zrealizowania. Możliwe, że Iwa wzbogaci się na ziemiach i łupach innych Ukrytych Wiosek. Mężczyzna milczał, po sprawiło, że czarnooki zaczął się zastanawiać czy przyjmie taką ofertę. Czy też nie.

               - Cóż. Onoki jest dość skąpy.

          Koi cicho sapnął zaskoczony. Pół miliona jenów nie chodzi piechotą a ten zamaskowany gość uważa, że to nic?! Shinobi z Iwy był oburzony, chciwością Akatsuki.

               - Uważam, że to nie jest mała kwota za tak niewielką przysługę. Czcigodny Tsuhikage chce tylko, aby wasza organizację zajęła się osłabieniem linii wroga. W grubsze sprawy nie powinniście się mieszać w żadne większe bójki czy bezpośrednie potyczki. Musicie atakować z ukrycia nie ujawniając swojej tożsamości. – mówił głośno akcentując każde słowo.

                Nie zamierzał płaszczyć się przed takimi wyrzutami jak Ci ninja. On miał honor oni nie. Nie spodziewał się ataku, który nastąpił nieoczekiwanie. Sapnął, gdy jakaś siła uderzyła w niego. Jęknął, uderzając w pobliską ścianę, po czym ześlizgnął się i upadł na podłogę. Jego tęczówki rozszerzyły się ze strachu, gdy z ust wypluł krew. A ciałem zaczęły targać konwulsje. Ciężko dysza. Kątem oka zauważył jakiś ruch, lecz nie zdążył zareagować.  Przymknął powieki i czekał na cios. Ostatnim co widział to ciemność i przenikliwy ból, który rozszedł się po wszystkich komórka jego ciała. Nie czuł nic.
Kakuzu spoglądał na ciało shinobi z Iwy, które niemal wbiło się w ziemię, stając się jego grobem.  Mężczyzna oderwał wzrok od zwłok i spojrzał na Tobi’ego, który podszedł do wysłannika z Iwy.

               -Hm. Nie potrzebnie się uniósł. – zauważył, bez emocji spoglądając na ciało mężczyzny. – Zetsu?
Z jednej ze ścian wypełzła biało – czarna istota, z której głowy sterczały olbrzymie kleszcze muchołapki.
Bez ociągania podszedł do Uchihy.

               - Zawiadom  Czcigodnego Tsuhikage, że zgadzamy się na jego układ ale jako jego sługus. – wskazał na blondyna.  Ninja z Trawy przytaknął i przybrał ciało Koi z najmniejszymi detalami. – Masz mi na bieżąco dostarczać raporty. Zrozumiano?

Zetsu kiwnął głową po czym zniknął zlewając się z ziemią.

                - Kluczem do zwycięstwa jest słabość wroga.

Tobi uśmiechnął się złowieszczo pod maską.


**
Po długiej przerwie pojawił się rozdział. Mam neta więc powinno być już dobrze. Postaram się niedługo napisać na pozostałe blogi. Byłabym wdzięczna, gdy ktoś chciał być powiadamiany niech napisze w komentarzu. Pozdrawiam.